Bajka o przedszkolakach, które odkryły Krainę Chlebowych Czarów
Pewnego pięknego poranka cztery dzielne drużyny przedszkolaków — 0d, Sówki, Jagódki i Jeżyki — wyruszyły na niezwykłą wyprawę. Ich celem była tajemnicza Kraina Chlebowych Czarów, znana dorosłym jako… piekarnia. Gdy tylko dzieci przekroczyły próg piekarni, powitał je zapach, który potrafił rozchmurzyć nawet najbardziej smutną buzię.
W samym środku krainy czekała na nich Mistrzyni Mącznych Zaklęć – Pani Iwona Sypniewska. Ubrana w strój piekarski wyglądała jak prawdziwa czarodziejka, gotowa pokazać dzieciom, jak powstaje chleb. Machnęła drewnianą łopatą niczym różdżką i rozpoczęła się przygoda. Najpierw przedszkolaki poznały sekretne składniki chlebowego zaklęcia: mąkę, wodę, drożdże i odrobinę cierpliwości. Potem przyszła pora na najzabawniejszą część — wyrabianie ciasta! Bułki skakały, ciasto uciekało spod palców, Pani Iwona rzucała drożdżowe kule do dzieci, a niektóre Jeżyki miały na swoich noskach resztki mąki wszechobecnej w tym cudownym miejscu. Sówki, Jeżyki, Jagódki i przedszkolaki z 0d kręciły, wałkowały i ugniatały swoje bochenki, a gdy już były pięknie uformowane przyszedł czas na ich wędrówkę do pieca.
Kiedy już się tam znalazły, dzieci mogły zajrzeć w każdy zakamarek piekarni i podejrzeć, jak wygląda prawdziwa produkcja chleba. Piec mruczał, drożdże bulgotały,
a bochenki rosły tak szybko, że przedszkolaki nie mogły się nadziwić. A żeby zmęczone nogi małych piekarzy odpoczęły nieco po ciężkiej pracy, Pani Iwona otworzyła dla dzieci salę zabaw — kolorową, skoczną, pełną zjeżdżalni i chichotów, które odbijały się od ścian jak gumowe piłeczki.
Na koniec każdy przedszkolak dostał swój własny, upieczony chlebek — cieplutki, chrupiący i pachnący tak, jakby w środku siedziała mała wróżka. Do tego czekał na nich słodki poczęstunek, dzięki któremu uśmiechy zrobiły się jeszcze bardziej okrągłe. Tak zakończyła się wyprawa do Krainy Chlebowych Czarów — pełna śmiechu, zabawy i małych bochenków, które powędrowały do domów szkolnych milusińskich. I choć dzieci tego dnia wróciły zmęczone, to w ich brzuszkach i serduszkach zostało ciepło pachnące chlebem. A to najlepsza magia ze wszystkich.
Magdalena Podsiadła